Wesele Kasi i Konrada było sporym wyzwaniem, zarówno dla mnie jak i mojego sprzętu. Ja starałam się radzić sobie z małym parkietem, w czasie świetnej zabawy (misja – przeżyć i nie zostać zdeptanym), aparat walczył z brakiem światła. Ale i tak jestem z siebie zadowolona. Zauważyłam też, że mam słabość, do na pozór nieudanych, nieostrych zdjęć, zatrzymujących takie chwile, których nie sposób powtórzyć, urocze miny osób, które nie do końca zdają sobie sprawę, że robię im zdjęcie.