Nasze pierwsze od kilku lat wakacje w górach pod hasłem „Dookoła Tatr”, bo jak się okazało, dookoła wychodziło nam najlepiej. Zaczęło się od Krakowa, który przypadkiem objechaliśmy aż zanadto, tak bardzo nie chcieliśmy jechać przez centrum.  W górach na szczęście trzymaliśmy się szlaków. I tak poszliśmy na Halę Gąsienicową.

 

 

W drodze do Tatralandii zwiedziliśmy Kežmarok( jechaliśmy w tym celu o 50 kilometrów dłuższą drogą pozostając w klimacie „Dookoła tatr”), w którym już kiedyś byliśmy przejazdem, ale nie widzieliśmy wtedy niezwykle uroczego i kolorowego centrum.

 

 

Był też czas na wyprawę nad Morskie Oko, które dla części naszej wycieczki było tylko miejscem odpoczynku przed dalszą wędrówką w góry. Reszta zdecydowała się na wycieczkę dookoła… Morskiego Oka.

 

W ramach odpoczynku pozwiedzaliśmy Zakopane. Odwiedziliśmy Krupówki.

 

 

I cmentarz na Pęksowym Brzyzku.

 

 

Pojechaliśmy też do Chochołowa.

 

Koniecznie chcieliśmy zobaczyć dom zbudowany z jednego drzewa. Mimo, że  znaliśmy z przewodnika nawet jego numer to wcale nie było tak łatwo go znaleźć.

W drodze powrotnej pod Krakowem zjedliśmy obiad w bardzo ładnej restauracji.

 

I na sam koniec wycieczki odwiedziliśmy też Sandomierz. Ojca Mateusza niestety nie spotkaliśmy.